Potrzebujemy dobrej imprezy
2010-08-17 16:24

O beskidzkich góralach, podawaniu baraniny, imprezach folklorystycznych w Ustroniu i trudnościach związanych z przygotowaniem Mistrzostw Polski w Podawaniu Baraniny rozmawiamy z pomysłodawcą imprezy – Janem Sztefkiem, Wielkim Zbójnikiem Ogniska Górali Śląskich w Ustroniu. 

 

Potrzebujemy dobrej imprezy
O beskidzkich góralach, podawaniu baraniny, imprezach folklorystycznych w Ustroniu i trudnościach związanych z przygotowaniem Mistrzostw Polski w Podawaniu Baraniny rozmawiamy z pomysłodawcą imprezy – Janem Sztefkiem, Wielkim Zbójnikiem Ogniska Górali Śląskich w Ustroniu. 
Czy przyrządzanie baraniny jest częścią naszej tradycji, może trochę zapomnianą?
Baranina była w powszechnym użyciu jeszcze przed wojną. Są nadal domy, w których się ją przyrządza i podaje. To domy, gdzie jeszcze dzisiaj hoduje się jedną lub kilka owieczek. 
W czasach po II Wojnie Światowej rzucano do sklepów stare mięso baranie – stąd też większość pamięta z dzieciństwa baraninę, jako najgorszy gatunek mięsa, a to nieprawda. Baranina, świetnie przyrządzona, z młodych sztuk jest doskonała i przede wszystkim bardzo zdrowa.  Ale nawet ze starej sztuki da się wyczarować bardzo dobre danie. Wiem, że potrafi to zrobić p. Jan Śliwka z Wisły, który  także  grillował  na BARANINIE.
Czy jesteście zadowoleni z frekwencji? Chodzi mi zarazem o publiczność jak i kucharzy, którzy są najważniejszym elementem imprezy. 
Frekwencja w sam raz. Ludzie, jak to bywa, przychodzili i odchodzili. Cieszyłem się, ze nie było więcej naraz, bo dopiero co w parku i amfiteatrze została posiana trawa i mieliśmy bardzo  ograniczoną przestrzeń działania. Ten fakt całkowicie zmienił nam atmosferę, myślałem nawet żeby imprezę odwołać - ale jakoś z tego wybrnąłem. Jeśli chodzi o kucharzy – to wyszło na moje. Bo dziewięć ekip jest ilością maksymalną. Trzeba było dokonać selekcji przed Mistrzostwami, bo Baranina ma swoją renomę i jak pan wie, była w tym roku w Kulinarnym Pucharze Polski – najbardziej prestiżowym konkursie. To był zaszczyt ale też i duże wyzwanie. Zakwalifikowano 12 drużyn. 3 nie dojechały w tym ze Słowacji, a to oni wygrali w tamtym roku. Ich szef prawie beczał jak do mnie zadzwonił rano, że nie da rady przywieźć swojej drużyny, bo się rozchorowała. A miałem dla niego Dyplom Honorowego Zbójnika i piękny obuszek. Lubo Kubla, bo o nim mowa, jest zresztą naszym ambasadorem na Słowacji. 
Czy impreza będzie się odbywała w następnych latach?
Powiem szczerze, że na razie mam dość. Bo jak zrobić taką chwaloną w Polsce i zagranicą imprezę za  przyznane nam 6 tysięcy złotych? Te pieniądze wystarczają na nagrody, nagłośnienie i zużyty prąd. Już nie za wynajęcie amfiteatru. A skąd wziąć na resztę? Starosta pokrył występ kapeli Kaza Urbasia. Poratował nas częściowo Urząd Marszałkowski, ale i tak ponad 50 % budżetu w którym nie ujmuję kosztów organizacji musimy zdobyć. Widział pan ile wystąpiło kapel, jak świetnego mamy konferansjera, ile stoisk rzemiosła… Musieliśmy ugościć też gości Miasta – ośmioosobową delegację Węgrów z gór Matra. Ale z drugiej strony widzę, że są ludzie, którzy z całej Polski przyjeżdżają tylko na BARANINĘ. Niektórzy domagali się nawet ode mnie za to obuszka. Byli w tym roku także profesorowie i obserwatorzy ze Słowacji i Czech. I ponownie proponowano mi zorganizowanie BARANINY w innym mieście. Powiem więc krótko – waham się.
Jest Pan prezesem Ogniska Górali Śląskich w Ustroniu. Na jakich działaniach propagujących "góralskość" się skupiacie?
Jestem prezesem zwanym u nas Wielkim Zbójnikiem – tak jest to nawet zapisane w KRS. Plany i programy mamy ambitne i nadzorowane przez naszego Zbójnika nad Zbójnikami prof. Daniela Kadłubca. – Honorowego Obywatela Ustronia. Działamy tak naprawdę na różnych frontach - to cała litania. Gdy widzę, że warto coś zrobić – robię. Natomiast ludzie pamiętają najbardziej happeningi: BRODYWAY na Manhattan, Ingres trombity czy Pożegnanie stringów. Nikogo nie interesuje natomiast, że walczymy o ratowanie naszych hal, o zmianę mentalną mieszkańców górskiej części Śląska Cieszyńskiego po obu stronach Olzy. Zresztą cały czas włączamy się w nowe działania. Widzimy, że ktoś chce współpracować doradzamy i czasami inspirujemy. Nie chcę też zdradzać planów, bo to są często plany konkretnych ludzi, nie tylko moje. Jak tylko się uporam z rozliczeniem BARANINY – będę uzupełniał informacje na tworzonej właśnie stronie www.gorale.ustron.pl 
Jest Pan Góralem, Ślązakiem, Cieszyniakiem? Pytam o tożsamość mieszkańców górskich części Śląska Cieszyńskiego. 
Jestem po trosze tym wszystkim, a  dodałbym jeszcze: Ustroniakiem, Wiślokiem, Zaolziakiem  (bo na Zaolziu są korzenie mojego świetnego ś.p. ojca).  Do niedawna czułem się też Krakusem. Czuję się Europejczykiem ale widzę, ze coraz gorzej posługuję się innym językami. Dokonałem zresztą wielu ciekawych odkryć genealogicznych – ale to temat rzeka…
Kiedyś mieliśmy festiwal „Tam gdzie biją źródła” na Równicy. Teraz jest niewielka impreza w amfiteatrze. Wiślański TKB atakuje turystów chińszczyzną. Czy uważa Pan, że na duże wydarzenie folklorystyczne w Ustroniu jest miejsce?
„Gdzie biją źródła” nie jest aż tak małą i złą imprezą. Ale nie jest już robiona jak kiedyś, gdy nazwa była trochę inna - przez pasjonatów. Wpadła w rutynę. Na Tydzień Kultury Beskidzkiej w ogóle nie jeżdżę, bo jak sam pan mówi – od  dawna pachnie tandetą. Z drugiej strony można czerpać inspiracje – myślę tutaj o kapelach i podziwiać sprawność finansową organizatorów. Oczywiście, że Ustroń powinien być kojarzony z jakąś dużą imprezą związaną z folklorem. Zdaje się, że dociera to także do decydentów, bo ja  słyszę wszędzie, że „Folk & coś tam” – to ślepa uliczka. Szkoda na to forsy.
Rozmawiał: Andrzej Drobik

 

Andrzej Drobik: Czy przyrządzanie baraniny jest częścią naszej tradycji, może trochę zapomnianą?

Jan Sztefek: Baranina była w powszechnym użyciu jeszcze przed wojną. Są nadal domy, w których się ją przyrządza i podaje. To domy, gdzie jeszcze dzisiaj hoduje się jedną lub kilka owieczek. W czasach po II Wojnie Światowej rzucano do sklepów stare mięso baranie – stąd też większość pamięta z dzieciństwa baraninę, jako najgorszy gatunek mięsa, a to nieprawda. Baranina, świetnie przyrządzona, z młodych sztuk jest doskonała i przede wszystkim bardzo zdrowa.  Ale nawet ze starej sztuki da się wyczarować bardzo dobre danie. Wiem, że potrafi to zrobić p. Jan Śliwka z Wisły, który  także  grillował  na BARANINIE.

Czy jesteście zadowoleni z frekwencji? Chodzi mi zarazem o publiczność jak i kucharzy, którzy są najważniejszym elementem imprezy. 

Frekwencja była w sam raz. Ludzie, jak to bywa, przychodzili i odchodzili. Cieszyłem się, ze nie było więcej naraz, bo dopiero co w parku i amfiteatrze została posiana trawa i mieliśmy bardzo  ograniczoną przestrzeń działania. Ten fakt całkowicie zmienił nam atmosferę, myślałem nawet żeby imprezę odwołać - ale jakoś z tego wybrnąłem. Jeśli chodzi o kucharzy – to wyszło na moje. Bo dziewięć ekip jest ilością maksymalną. Trzeba było dokonać selekcji przed Mistrzostwami, bo Baranina ma swoją renomę i jak pan wie, była w tym roku w Kulinarnym Pucharze Polski – najbardziej prestiżowym konkursie. To był zaszczyt ale też i duże wyzwanie. Zakwalifikowano 12 drużyn. 3 nie dojechały w tym ze Słowacji, a to oni wygrali w tamtym roku. Ich szef prawie beczał jak do mnie zadzwonił rano, że nie da rady przywieźć swojej drużyny, bo się rozchorowała. A miałem dla niego Dyplom Honorowego Zbójnika i piękny obuszek. Lubo Kubla, bo o nim mowa, jest zresztą naszym ambasadorem na Słowacji. 

Czy impreza będzie się odbywała w następnych latach?

Powiem szczerze, że na razie mam dość. Bo jak zrobić taką chwaloną w Polsce i zagranicą imprezę za  przyznane nam 6 tysięcy złotych? Te pieniądze wystarczają na nagrody, nagłośnienie i zużyty prąd. Już nie za wynajęcie amfiteatru. A skąd wziąć na resztę? Starosta pokrył występ kapeli Kaza Urbasia. Poratował nas częściowo Urząd Marszałkowski, ale i tak ponad 50 % budżetu w którym nie ujmuję kosztów organizacji musimy zdobyć. Widział pan ile wystąpiło kapel, jak świetnego mamy konferansjera, ile stoisk rzemiosła… Musieliśmy ugościć też gości Miasta – ośmioosobową delegację Węgrów z gór Matra. Ale z drugiej strony widzę, że są ludzie, którzy z całej Polski przyjeżdżają tylko na BARANINĘ. Niektórzy domagali się nawet ode mnie za to obuszka. Byli w tym roku także profesorowie i obserwatorzy ze Słowacji i Czech. I ponownie proponowano mi zorganizowanie BARANINY w innym mieście. Powiem więc krótko – waham się.

Jest Pan prezesem Ogniska Górali Śląskich w Ustroniu. Na jakich działaniach propagujących "góralskość" się skupiacie?

Jestem prezesem zwanym u nas Wielkim Zbójnikiem – tak jest to nawet zapisane w KRS. Plany i programy mamy ambitne i nadzorowane przez naszego Zbójnika nad Zbójnikami prof. Daniela Kadłubca. – Honorowego Obywatela Ustronia. Działamy tak naprawdę na różnych frontach - to cała litania. Gdy widzę, że warto coś zrobić – robię. Natomiast ludzie pamiętają najbardziej happeningi: BRODYWAY na Manhattan, Ingres trombity czy Pożegnanie stringów. Nikogo nie interesuje natomiast, że walczymy o ratowanie naszych hal, o zmianę mentalną mieszkańców górskiej części Śląska Cieszyńskiego po obu stronach Olzy. Zresztą cały czas włączamy się w nowe działania. Widzimy, że ktoś chce współpracować doradzamy i czasami inspirujemy. Nie chcę też zdradzać planów, bo to są często plany konkretnych ludzi, nie tylko moje. Jak tylko się uporam z rozliczeniem BARANINY – będę uzupełniał informacje na tworzonej właśnie stronie www.gorale.ustron.pl 

Jest Pan Góralem, Ślązakiem, Cieszyniakiem? Pytam o tożsamość mieszkańców górskich części Śląska Cieszyńskiego. 

Jestem po trosze tym wszystkim, a  dodałbym jeszcze: Ustroniakiem, Wiślokiem, Zaolziakiem  (bo na Zaolziu są korzenie mojego świetnego ś.p. ojca).  Do niedawna czułem się też Krakusem. Czuję się Europejczykiem ale widzę, ze coraz gorzej posługuję się innym językami. Dokonałem zresztą wielu ciekawych odkryć genealogicznych – ale to temat rzeka…

Kiedyś mieliśmy festiwal „Tam gdzie biją źródła” na Równicy. Teraz jest niewielka impreza w amfiteatrze. Wiślański TKB atakuje turystów chińszczyzną. Czy uważa Pan, że na duże wydarzenie folklorystyczne w Ustroniu jest miejsce?

„Gdzie biją źródła” nie jest aż tak małą i złą imprezą. Ale nie jest już robiona jak kiedyś, gdy nazwa była trochę inna - przez pasjonatów. Wpadła w rutynę. Na Tydzień Kultury Beskidzkiej w ogóle nie jeżdżę, bo jak sam pan mówi – od  dawna pachnie tandetą. Z drugiej strony można czerpać inspiracje – myślę tutaj o kapelach i podziwiać sprawność finansową organizatorów. Oczywiście, że Ustroń powinien być kojarzony z jakąś dużą imprezą związaną z folklorem. Zdaje się, że dociera to także do decydentów, bo ja  słyszę wszędzie, że „Folk & coś tam” – to ślepa uliczka. Szkoda na to forsy.

Rozmawiał: Andrzej Drobik

Jan Sztefek

 

Od lewej: Zbójnik Najpotęzniejszy Andrzej Wojcieszek i Wielki Zbójnik Jan Sztefek. fot. Michał Pilch



Komentarze
~MariuszL napisał:

Podejrzewam, ze problemem nie jest to ze baranina jest trudno dostepna (chociazby na Oleckach wypasaja!). Brak popytu = brak podazy. Stad baranine raczej ciezko dostac w pierwszym lepszym sklepie. Mozna z tego uczynic atut imprezy, bo jeszcze pare lat i baranina bedzie pewnie uznana z niesamowita rzadkosc kulinarna, co za tym idzie degustacja bedzie przyciagac. Dodac do tego stoisko z domowym chlebem, bryndza i sama radosc. A fundusze ? No coz... Obciac budzet festiwalowi folk and country, ktory bardziej pasuje do Teksasu niz Beskidu i promowac nasze piekne tradycje.

~DL napisał:

@andrzejdrobik: masz rację. Każde początki są trudne. Trzymam jednak kciuki za organizatorów i za moją porcję baraniny :D

~Kudlacz napisał:

moim zdaniem prawda leży pośrodku. góralszczyzna tak, ale taka nasza, stela. żadnych podhalańskich kiczów. impreza w koncepcji bardzo dobra, ale mam wrażenie, że najlepiej bawili się organizatorzy i przyjaciele...

~andrzejdrobik napisał:

@DL: zgadzam się z tobą w kilku aspektach. Nie możemy sobie pozwolić na tandetną góralszczyznę (chociaż już sobie niestety pozwalamy). Pomysł wydarzenia o tyle mi się podoba, że jest inny niż wszystkie imprezki góralskie. Baranina mogłaby być symbolem zatracanej tradycji naszych górskich części Śląska Cieszyńskiego.
Co do wykonania to faktycznie, brakuje degustacji, która ściągnęłaby pewnie tłumy i całej otoczki wokół. Problem w tym, że impreza jest wspierana bardzo małymi pieniędzmi - co można przeczytać w wywiadzie... Niestety, z pustego i Salomon nie naleje.

~DL napisał:

W jednym się zgodzę: potrzebujemy dobrej imprezy. Nie sądzę jednak by obecna forma Podawania Baraniny by się ku temu nadawała. O ile sam pomysł mi się podoba, to jednak zastanawiam się jakież to święto baraniny, skoro ani w sklepach, ani na okalających amfiteatr stoiskach wyrobów z tego gatunku mięsa nie sposób uświadczyć? Dlaczego impreza ma się cieszyć popularnością, skoro publiczność nie może nawet skosztować „głównego bohatera”? Może państwo organizatorzy powinni postarać się by taką możliwość stworzyć? Wiem, że w naszym kraju trudno o baraninę, ale może warto by było poszukać w ościennych krajach? Czechy, Słowacja? Wtedy taka impreza byłaby ewenementem w skali Polski i z pewnością przyciągnęła by amatorów tego mięsa. 

  Co do form promocji miasta za pomocą imprez na nutę góralską, to z całą stanowczością sprzeciwiam się temu pomysłowi. Raz, że nie w tym rejonie taka impreza nie ma racji bytu (zbyt mocna konkurencja) i dwa, że Ustroń już dawno przestał być miastem góralskim, a więc nie ma tu mowy o autentyzmie. Nie mamy już łowiec, baców, dzwonków. Nawet sam Wielki Zbójnik Ogniska Górali Śląskich nie występuje w stroju wiślańskim lub choćby istebniańskim, lecz stylizowanym na podhalański. Ta góralskość Ustronia to trochę taka importowana z Zakopanego „chińszczyzna”. Modna, łatwa i przyjemna, na której można łatwo zrobić pieniądze. Taka sama jak ta jaką będziemy mogli oglądać na straganach podczas dożynek.

Najnowsze artykuły

Czesław Gluza: wszystko zależy od frekwencji

Rozmowa ze starostą cieszyńskim i zarazem kandydatem na posła z listy PO, Czesławem Gluzą, opublikowana przez portal SCI GO!

2011-10-06 13:54
Więcej

5 pytań do…

Prezentujemy pierwszy wywiad z cyklu "5 pytań do ..." O Ekranach akustycznych, dworcach PKP, stadionie i pomniku Jana Szczepańskiego rozmawiamy z przewodniczącym Rady Miasta panem Stanisławem Maliną.

2011-10-03 12:21
Więcej

Jan Gomola: "Brakuje otrzaskania"

O poprzednim sezonie, wyoborze nowego zarządu i o możliowściach zespołu ustrońskiej Kuźni rozmawiamy z byłym bramkarzem Kuźni Ustroń, Górnika Zabrze i  Reprezentacji Polski - Janem Gomolą.

2011-07-16 11:16
Więcej

Odchodzę, żeby zwrócić uwagę

Z Jackiem Nieurzyłą, byłym przewodniczącym Młodzieżowej Rady Miasta rozmawiamy o powodach jego rezygnacji, o pracy MRU oraz o tym, czy Ustroń jest miastem atrakcyjnym dla młodych ludzi. 

2011-01-28 19:16
Więcej

Winne jest złe prawo

O kłopotach Leśnego Parku Niespodzianek, dotyczących zwrotu gminnej ziemi potomkom dawnych właścicieli rozmawiamy z Pawłem Machnowskim – współwłaścicielem Parku. 

2010-09-10 13:39
Więcej

Ustrońska architektura: nie naśladujmy Krupówek

O jakości ustrońskiej architektury i pojęciu estetyki rozmawiamy z Dawidem Legierskim, dziennikarzem i komentatorem portalu achitektonicznego Bryla.pl

 

2010-06-04 16:08
Więcej

Ustroń z górnej półki

O piwie, którego laną wersję można kupić tylko w Ustroniu, o tym, jak w ogóle trafiło właśnie tutaj i o ściąganiu turystów do naszego miasta rozmawiamy z Markiem Wyciślokiem, właścicielem lokalu Górna Półka Club. 

2010-05-24 16:14
Więcej

Uwierzmy w samorząd

O Zarządach Osiedli, niskim zainteresowaniu życiem publicznym, rozczarowaniu polityką i o pracy samorządów rozmawiamy z Arkadiuszem Gawlikiem, przewodniczącym Zarządu Osiedla Ustroń Górny. 

2010-04-21 21:01
Więcej

Większość widzów to turyści

Czy w Ustroniu jest miejsce na kino? Czy w dobie kina 3d i popularności kinopleksów, Kino Zdrój będzie w stanie się utrzymać? Z okazji niedzielnej wizyty Zanussiego w Ustroniu, rozmawiamy z Mariuszem Łapińskim, właścicielem Kina Zdrój. 

2010-03-19 08:30
Więcej