Finał programu "Bitwa na głosy" zbliża się wielkimi krokami. Im bliżej do 7 maja, tym więcej emocji, zaczyna się prawdziwa bitwa. Piotr Kupicha, reprezentant Katowic, finał ma już w kieszeni. Jednak prawdopodobnie nie byłoby go w programie, gdyby nie układ z jednym z tabloidów. Wszak promocji nigdy za wiele, a jak jeszcze medium nie kryje, że to ich faworyt, to zaczyna się walka.
Czy o taką bitwę chodziło producentom programu? Chyba nie. Sami o sobie napisali: "Gwiazdy nie walczą o nagrody i rozgłos dla siebie. Dzięki swojej popularności chcą pomagać wybitnym talentom i zrobić coś pożytecznego dla rodzinnego miasta, z którym są emocjonalnie związane". Do tej pory wszyscy podkreślali, że nie jest ważne kto wygra, bo pieniądze i tak trafią w dobre ręce, pomogą wielu potrzebującym.
Od kiedy Katowice uściśliły swój cel, promuje ich jeden z dzienników. Piotr Kupicha i jego ekipa na początku programu przyznali, że ewentualną wygraną - 100 tys. zł - przeznaczą na Hospicjum Cordis. Teraz to doprecyzowali. Pieniądze trafią do Fundacji Faktu, a ta zobowiązała się przekazać je na hospicjum. Za obietnicą poszły działania. Teraz tabloid podkreśla, że Kupicha to ich faworyt. Piszą: "Trzymamy kciuki za zespół Piotra Kupichy! Bo jest najlepszy, bo lubimy Ślązaków, bo w Katowicach jest odlotowo nie tylko z powodu Spodka. Poza tym Piotrek zdecydował się w porozumieniu z Fundacją Faktu przekazać ewentualną wygraną na Hospicjum Cordis, a ono pomaga umierającym dzieciom i dorosłym".
Od tabloidu trudno wymagać choćby minimum rzetelności dziennikarskiej. Promować im Katowic też nikt zabronić nie może. Jakie są tej współpracy efekty? Reszta ekip jest dyskredytowana, jakby jedynie wygrana Kupichy i jego chóru gwarantowała, że pieniądze pójdą na cel charytatywny. Od momentu zacieśnienia współpracy Katowic z Fundacją Faktu, ekipa ta czuje się w programie pewniej. Wcześniej sondaże były dla nich bezlitosne. Po Golcach byli pierwsi do pożegnania się z "Bitwą". Teraz butnie patrzą wszystkim w twarz i są pewni wygranej.
Telewizja rządzi się swoimi prawami, ale nie powinno się zmieniać zasad w trakcie programu. Gdy okazało się, że ekipa z Cieszyna wygrała 4 razy z rzędu, wprowadzono sondaże. Zmieniło to zupełnie rozkład głosów. Nie wysyła się SMS-a na tego, kto i tak jest na pierwszym miejscu. Przez to Halina i jej chór spadli na trzecie miejsce. W najbliższym odcinku o finał walczyć będą z Urszulą Dudziak i jej ekipą.
TVP, a więc telewizja publiczna, powinna działać inaczej niż stacje komercyjne. To od niej wymaga się pewnego przesłania, górnolotnie określanej misji. Najpierw łamiąc prawo przerywaniem programu reklamami, potem wprowadzając "sztuczki", pokazują, że nic poza słupkami oglądalności się nie liczy. Przyzwolenie na interesowny romans z mediami dostał Piotr Kupicha. Na naszych oczach widzimy, jak wypaczona została idea programu. Jak komercyjna produkcja minęła się założeniami, jakie promowała jeszcze miesiąc temu. Trudno uwierzyć w bezstronność producentów.
Na niesmaku i zamieszaniu skorzysta telewizja. Z pewnością w finale, niezależnie od tego, czy przeciwnikiem Katowic będzie Cieszyn czy Zielona Góra, fani pozostałych ekip ruszą z mobilizacją przeciwko Kupisze i jego ekipie. Zacznie się prawdziwa bitwa, która zasili konto TVP.
Co na to cieszyniacy? Fani programu wierzą, że Halina Mlynkova i jej ekipa się obronią. Miasto już skorzystało. Zaistniało w mediach, miało okazję się pokazać ogólnopolskiej publiczności. Reszta w rękach widzów, gotowych zainwestować w SMS-a i nie sugerować się prezentowanymi na antenie sondażami. "Nasi" wciąż są w grze i jak nigdy teraz potrzebują głosów.
Katarzyna Koczwara, Gazetacodzienna.pl
Najnowsze felietony
Komentarz: Czy basen jest potrzebny?
Był basen, nie ma basenu. Dzisiaj to słowo klucz (a może wytrych) w niemal każdej dyskusji o Ustroniu, jego potencjale i przyszłości. I trudno się dziwić.
Czas supermarketów
Zasady wolnego rynku są bardzo proste - robi się to, co się najbardziej opłaca. A że najbardziej opłaca się handel na dużą skalę, w kolejnych miastach i miasteczkach powstają duże sklepy. Problem w tym, że wolny rynek zaczyna wyraźnie przytłaczać nasz region - pisze Andrzej Drobik w felietonie dla portalu Gazetacodzienna.pl
Felieton: Rok pierwszy
Za nami pierwszy rok działalności serwisu Nasz-Ustron.pl. Z tej okazji kilka słów podsumowania, troszkę faktów a przy okazji garść informacji dotyczących planów. Ale przede wszystkim – podziękowania dla czytelników: za cierpliwość, przychylność i dobre słowa.
Felieton: Szanse, ale czy na pewno równe?
Chciałbym na początku zaznaczyć, że jestem osobą młodą, mam 18 lat więc będę często pewnie poruszał tematy dotyczące młodzieży. Ale do rzeczy - ostatnio siedząc przy kawie z kilkoma znajomymi, zastanawialiśmy się nad tematem wyrównywania szans, a dokładnie rzecz biorąc nad tym, czy nie posunęliśmy się za daleko tylko po to by zaspokoić nasze sumienie.
Felieton: Okrągły rok w Ustroniu
Od roku w Ustroniu prowadzę swój lokal. Ten czas uważam za sukces – po pierwsze udało mi się utrzymać na rynku, po drugie – poznałem niezwykłych ludzi, którzy tworzą klimat tego miejsca. Dlatego mój pierwszy felieton będzie o sukcesie.
"Kolekcjonerskie dopalacze wyrazem wolności, europejskości i poszanowaniem prawa"
Wyrażam głębokie zaniepokojenie i oburzenie faktem otwarcia sklepu z tzw: " dopalaczami "pod szyldem" kolekcjonerskie pamiątki ".
Jeśli w góry to nie na Równicę
Kolejny głos w dyskusji dotyczącej ubiegłego dwudziestolecia w Ustroniu. Tym razem otrzymaliśmy list od turysty, który za największą porażkę uznał inwestycję Extreme Park na równicy.