Chciałbym na początku zaznaczyć, że jestem osobą młodą, mam 18 lat więc będę często pewnie poruszał tematy dotyczące młodzieży. Ale do rzeczy - ostatnio siedząc przy kawie z kilkoma znajomymi, zastanawialiśmy się nad tematem wyrównywania szans, a dokładnie rzecz biorąc nad tym, czy nie posunęliśmy się za daleko tylko po to by zaspokoić nasze sumienie.
Na pierwszy rzut oka można się zastanowić – co ten człowiek pisze? Przecież trzeba być sprawiedliwym, nie może być tak że jedni mają lepiej, a inni gorzej. Wszyscy musimy mieć przecież równe szanse w życiu, ale… No właśnie, ale popatrzmy np. na szkołę. Ja sam pamiętam jak będąc w gimnazjum mieliśmy do wyboru kilkanaście kółek wyrównawczych wszelkiego rodzaju, a dla uczniów chcących robić coś ponad poziomem nauczania tylko kilka, i to często odbywających się sporadycznie. Przez cały rok w samym Ustroniu mamy kilka wydarzeń mających na celu choćby promocję idei wolontariatu (co jest oczywiście dobre, dopóki ma przeciwwagę), przyznajemy różne stypendia, nagrody i dajemy paczki tym słabszym w nauce czy biedniejszym i w efekcie doprowadzamy do sytuacji gdy tak naprawdę nie opłaca się nic osiągać. Nie twierdzę że nie powinniśmy pomagać tym pierwszym, oczywiście pomoc musi być i jest jednak myślę że powinniśmy wiedzieć w którym momencie kończy się pomoc a zaczyna faworyzowanie.
Niedawno przeczytałem o afroamerykaninie który pozwał którąś z amerykańskich firm, bo na reklamie nie było żadnego czarnoskórego. Oczywiście sprawę wygrał i firma wypłaciła potężne odszkodowanie. Zastanawiacie się pewnie jak ma się to do sytuacji w naszym mieście, i do samego tematu - ano ma się to tak, że idea wyrównywania szans często wywodzi się z chęci bycia poprawnym politycznie. Dzięki takiej chęci nie możemy np. zorganizować koncertu 31.IX bo protestanci obchodzą Święto Reformacji, dla równowagi nie zrobimy nic w Boże Ciało no bo to też nie wypada, oczywiście odpada też 1 i 3 V no bo jak to tak można w święto państwowe… Tylko czy faktycznie, gdyby cokolwiek działo się w te dni zakłócało by to świętowanie? Czy niektóre z tych dni, jak choćby właśnie 3 Maj nie powinno być dniem radosnym, który tymczasem przeradza się w narodową patetyczną stypę? Oczywiście są takie dni w które po prostu nie wypada niczego hucznego organizować i wynika to z względów kulturalnych, a nie z jakiejś fanaberii jednej czy drugiej grupy. Chcąc zachować poprawność polityczną zabieramy np. na wakacje młodzież z rodzin uboższych, podczas gdy reszta w te wakacje pracuje.
Nie odbiegając od tematu ale lekko go zmieniając, ostatnio zdałem sobie sprawę jak poprawność polityczna skutecznie obniża poziom naszej edukacji (piszę naszej ponieważ jestem uczniem LO). W ciągu 9 lat nauki historii trzykrotnie uczyłem się o Mezopotami, Egipcie, Grecji i Rzymie, dwukrotnie o rewolucji francuskiej (podobno teraz obowiązuje pisownia z małych liter), rewolucji w Rosji, nauczyłem się na pamięć wszystkich królów Polski, przywilejów jakie nadali, dat wszystkich rozbiorów itd.. Znam na pamięć idee Kongresu Wiedeńskiego, daty początku i końca I Wojny Światowej, oraz ważniejszych jej bitew, a tylko raz dobrnęliśmy do II Wojny gdzie większa część lekcji skupiła się na wyjeździe do Auschwitz, którego główną atrakcją był McDonald. Jak ktoś może wymagać patriotyzmu od 16,17,18 czy 25-latków skoro nie znają oni historii którą tworzyli może ich rodzice czy dziadkowie? Nie powinniśmy moim zdaniem skupiać się na wpływie kolonializmu Brytyjskiego na gospodarkę Hiszpanii tylko uczyć o tym jak wyglądała wojna czy komunizm na ziemiach Śląska Cieszyńskiego, bo to historia nam najbliższa. A przecież historia nie jest jedynym przedmiotem w którym tej poprawności można się doszukiwać.
Jacek Nieurzyła
Najnowsze felietony
Komentarz: Czy basen jest potrzebny?
Był basen, nie ma basenu. Dzisiaj to słowo klucz (a może wytrych) w niemal każdej dyskusji o Ustroniu, jego potencjale i przyszłości. I trudno się dziwić.
Czas supermarketów
Zasady wolnego rynku są bardzo proste - robi się to, co się najbardziej opłaca. A że najbardziej opłaca się handel na dużą skalę, w kolejnych miastach i miasteczkach powstają duże sklepy. Problem w tym, że wolny rynek zaczyna wyraźnie przytłaczać nasz region - pisze Andrzej Drobik w felietonie dla portalu Gazetacodzienna.pl
Felieton: Bitwa na Głosy i ... o kasę
Finał programu "Bitwa na głosy" zbliża się wielkimi krokami. Im bliżej do 7 maja, tym więcej emocji, zaczyna się prawdziwa bitwa. Piotr Kupicha, reprezentant Katowic, finał ma już w kieszeni. Jednak prawdopodobnie nie byłoby go w programie, gdyby nie układ z jednym z tabloidów. Wszak promocji nigdy za wiele, a jak jeszcze medium nie kryje, że to ich faworyt, to zaczyna się walka.
Felieton: Rok pierwszy
Za nami pierwszy rok działalności serwisu Nasz-Ustron.pl. Z tej okazji kilka słów podsumowania, troszkę faktów a przy okazji garść informacji dotyczących planów. Ale przede wszystkim – podziękowania dla czytelników: za cierpliwość, przychylność i dobre słowa.
Felieton: Okrągły rok w Ustroniu
Od roku w Ustroniu prowadzę swój lokal. Ten czas uważam za sukces – po pierwsze udało mi się utrzymać na rynku, po drugie – poznałem niezwykłych ludzi, którzy tworzą klimat tego miejsca. Dlatego mój pierwszy felieton będzie o sukcesie.
"Kolekcjonerskie dopalacze wyrazem wolności, europejskości i poszanowaniem prawa"
Wyrażam głębokie zaniepokojenie i oburzenie faktem otwarcia sklepu z tzw: " dopalaczami "pod szyldem" kolekcjonerskie pamiątki ".
Jeśli w góry to nie na Równicę
Kolejny głos w dyskusji dotyczącej ubiegłego dwudziestolecia w Ustroniu. Tym razem otrzymaliśmy list od turysty, który za największą porażkę uznał inwestycję Extreme Park na równicy.