Felieton: Szanse, ale czy na pewno równe?
2011-02-20 16:46

Chciałbym na początku zaznaczyć, że jestem osobą młodą, mam 18 lat więc będę często pewnie poruszał tematy dotyczące młodzieży. Ale do rzeczy - ostatnio siedząc przy kawie z kilkoma znajomymi, zastanawialiśmy się nad tematem wyrównywania szans, a dokładnie rzecz biorąc nad tym, czy nie posunęliśmy się za daleko tylko po to by zaspokoić nasze sumienie. 

 

Szanse, ale czy na pewno równe?
Chciałbym na początku zaznaczyć, że jestem osobą młodą, mam 18 lat więc będę często pewnie poruszał tematy dotyczące młodzieży. Ale do rzeczy - ostatnio siedząc przy kawie z kilkoma znajomymi, zastanawialiśmy się nad tematem wyrównywania szans, a dokładnie rzecz biorąc nad tym, czy nie posunęliśmy się za daleko tylko po to by zaspokoić nasze sumienie. 
Na pierwszy rzut oka można się zastanowić – co ten człowiek pisze? Przecież trzeba być sprawiedliwym nie może być tak że jedni mają lepiej, a inni gorzej. Wszyscy musimy mieć przecież równe szanse w życiu, ale… No właśnie, ale popatrzmy np. na szkołę. Ja sam pamiętam jak będąc w gimnazjum mieliśmy do wyboru kilkanaście kółek wyrównawczych wszelkiego rodzaju, a dla uczniów chcących robić coś ponad poziomem nauczania tylko kilka, i to często odbywających się sporadycznie. Przez cały rok w samym Ustroniu mamy kilka wydarzeń mających na celu choćby promocję idei wolontariatu (co jest oczywiście dobre, dopóki ma przeciwwagę), przyznajemy różne stypendia, nagrody i dajemy paczki tym słabszym w nauce czy biedniejszym i w efekcie doprowadzamy do sytuacji gdy tak naprawdę nie opłaca się nic osiągać. Nie twierdzę że nie powinniśmy pomagać tym pierwszym, oczywiście pomoc musi być i jest jednak myślę że powinniśmy wiedzieć w którym momencie kończy się pomoc a zaczyna faworyzowanie. 
Niedawno przeczytałem o afroamerykaninie który pozwał którąś z amerykańskich firm, bo na reklamie nie było żadnego czarnoskórego. Oczywiście sprawę wygrał i firma wypłaciła potężne odszkodowanie. Zastanawiacie się pewnie jak ma się to do sytuacji w naszym mieście, i do samego tematu -  ano ma się to tak, że idea wyrównywania szans często wywodzi się z chęci bycia poprawnym politycznie.  Dzięki takiej chęci nie możemy np. zorganizować koncertu 31.IX bo protestanci obchodzą Święto Reformacji, dla równowagi nie zrobimy nic w Boże Ciało no bo to też nie wypada, oczywiście odpada też 1 i 3 V no bo jak to tak można w święto państwowe… Tylko czy faktycznie, gdyby cokolwiek działo się w te dni zakłócało by to świętowanie? Czy niektóre z tych dni, jak choćby właśnie 3 Maj nie powinno być dniem radosnym, który tymczasem przeradza się w narodową patetyczną stypę? Oczywiście są takie dni w które po prostu nie wypada niczego hucznego organizować i wynika to z względów kulturalnych, a nie z jakiejś fanaberii jednej czy drugiej grupy. Chcąc zachować poprawność polityczną zabieramy np. na wakacje młodzież z rodzin uboższych, podczas gdy reszta w te wakacje pracuje.
 Nie odbiegając od tematu ale lekko go zmieniając, ostatnio zdałem sobie sprawę jak poprawność polityczna skutecznie obniża poziom naszej edukacji (piszę naszej ponieważ jestem uczniem LO). W ciągu 9 lat nauki historii trzykrotnie uczyłem się o Mezopotami, Egipcie, Grecji i Rzymie, dwukrotnie o rewolucji francuskiej (podobno teraz obowiązuje pisownia z małych liter), rewolucji w Rosji, nauczyłem się na pamięć wszystkich królów Polski, przywilejów jakie nadali, dat wszystkich rozbiorów itd.. Znam na pamięć idee Kongresu Wiedeńskiego, daty początku i końca I Wojny Światowej, oraz ważniejszych jej bitew, a tylko raz dobrnęliśmy do II Wojny gdzie większa część lekcji skupiła się na wyjeździe do Auschwitz, którego główną atrakcją był McDonald. Jak ktoś może wymagać patriotyzmu od 16,17,18 czy 25-latków skoro nie znają oni historii którą tworzyli może ich rodzice czy dziadkowie? Nie powinniśmy moim zdaniem skupiać się na wpływie kolonializmu Brytyjskiego na gospodarkę Hiszpanii tylko uczyć o tym jak wyglądała wojna czy komunizm na ziemiach Śląska Cieszyńskiego, bo to historia nam najbliższa. A przecież historia nie jest jedynym przedmiotem w którym tej poprawności można się doszukiwać.
Jacek Nieurzyła

 

Na pierwszy rzut oka można się zastanowić – co ten człowiek pisze? Przecież trzeba być sprawiedliwym, nie może być tak że jedni mają lepiej, a inni gorzej. Wszyscy musimy mieć przecież równe szanse w życiu, ale… No właśnie, ale popatrzmy np. na szkołę. Ja sam pamiętam jak będąc w gimnazjum mieliśmy do wyboru kilkanaście kółek wyrównawczych wszelkiego rodzaju, a dla uczniów chcących robić coś ponad poziomem nauczania tylko kilka, i to często odbywających się sporadycznie. Przez cały rok w samym Ustroniu mamy kilka wydarzeń mających na celu choćby promocję idei wolontariatu (co jest oczywiście dobre, dopóki ma przeciwwagę), przyznajemy różne stypendia, nagrody i dajemy paczki tym słabszym w nauce czy biedniejszym i w efekcie doprowadzamy do sytuacji gdy tak naprawdę nie opłaca się nic osiągać. Nie twierdzę że nie powinniśmy pomagać tym pierwszym, oczywiście pomoc musi być i jest jednak myślę że powinniśmy wiedzieć w którym momencie kończy się pomoc a zaczyna faworyzowanie. 

Niedawno przeczytałem o afroamerykaninie który pozwał którąś z amerykańskich firm, bo na reklamie nie było żadnego czarnoskórego. Oczywiście sprawę wygrał i firma wypłaciła potężne odszkodowanie. Zastanawiacie się pewnie jak ma się to do sytuacji w naszym mieście, i do samego tematu -  ano ma się to tak, że idea wyrównywania szans często wywodzi się z chęci bycia poprawnym politycznie.  Dzięki takiej chęci nie możemy np. zorganizować koncertu 31.IX bo protestanci obchodzą Święto Reformacji, dla równowagi nie zrobimy nic w Boże Ciało no bo to też nie wypada, oczywiście odpada też 1 i 3 V no bo jak to tak można w święto państwowe… Tylko czy faktycznie, gdyby cokolwiek działo się w te dni zakłócało by to świętowanie? Czy niektóre z tych dni, jak choćby właśnie 3 Maj nie powinno być dniem radosnym, który tymczasem przeradza się w narodową patetyczną stypę? Oczywiście są takie dni w które po prostu nie wypada niczego hucznego organizować i wynika to z względów kulturalnych, a nie z jakiejś fanaberii jednej czy drugiej grupy. Chcąc zachować poprawność polityczną zabieramy np. na wakacje młodzież z rodzin uboższych, podczas gdy reszta w te wakacje pracuje.

 Nie odbiegając od tematu ale lekko go zmieniając, ostatnio zdałem sobie sprawę jak poprawność polityczna skutecznie obniża poziom naszej edukacji (piszę naszej ponieważ jestem uczniem LO). W ciągu 9 lat nauki historii trzykrotnie uczyłem się o Mezopotami, Egipcie, Grecji i Rzymie, dwukrotnie o rewolucji francuskiej (podobno teraz obowiązuje pisownia z małych liter), rewolucji w Rosji, nauczyłem się na pamięć wszystkich królów Polski, przywilejów jakie nadali, dat wszystkich rozbiorów itd.. Znam na pamięć idee Kongresu Wiedeńskiego, daty początku i końca I Wojny Światowej, oraz ważniejszych jej bitew, a tylko raz dobrnęliśmy do II Wojny gdzie większa część lekcji skupiła się na wyjeździe do Auschwitz, którego główną atrakcją był McDonald. Jak ktoś może wymagać patriotyzmu od 16,17,18 czy 25-latków skoro nie znają oni historii którą tworzyli może ich rodzice czy dziadkowie? Nie powinniśmy moim zdaniem skupiać się na wpływie kolonializmu Brytyjskiego na gospodarkę Hiszpanii tylko uczyć o tym jak wyglądała wojna czy komunizm na ziemiach Śląska Cieszyńskiego, bo to historia nam najbliższa. A przecież historia nie jest jedynym przedmiotem w którym tej poprawności można się doszukiwać.

Jacek Nieurzyła

 

 

 



Komentarze
Brak komentarzy

Najnowsze felietony

Komentarz: Czy basen jest potrzebny?

Był basen, nie ma basenu. Dzisiaj to słowo klucz (a może wytrych) w niemal każdej dyskusji o Ustroniu, jego potencjale i przyszłości. I trudno się dziwić.

2011-09-22 15:40
Więcej

Czas supermarketów

Zasady wolnego rynku są bardzo proste - robi się to, co się najbardziej opłaca. A że najbardziej opłaca się handel na dużą skalę, w kolejnych miastach i miasteczkach powstają duże sklepy. Problem w tym, że wolny rynek zaczyna wyraźnie przytłaczać nasz region - pisze Andrzej Drobik w felietonie dla portalu Gazetacodzienna.pl

2011-05-12 14:52
Więcej

Felieton: Bitwa na Głosy i ... o kasę

Finał programu "Bitwa na głosy" zbliża się wielkimi krokami. Im bliżej do 7 maja, tym więcej emocji, zaczyna się prawdziwa bitwa. Piotr Kupicha, reprezentant Katowic, finał ma już w kieszeni. Jednak prawdopodobnie nie byłoby go w programie, gdyby nie układ z jednym z tabloidów. Wszak promocji nigdy za wiele, a jak jeszcze medium nie kryje, że to ich faworyt, to zaczyna się walka.

2011-04-30 14:21
Więcej

Felieton: Rok pierwszy

Za nami pierwszy rok działalności serwisu Nasz-Ustron.pl. Z tej okazji kilka słów podsumowania, troszkę faktów a przy okazji garść informacji dotyczących planów.  Ale przede wszystkim – podziękowania dla czytelników: za cierpliwość, przychylność i dobre słowa. 

2011-03-21 19:13
Więcej

Felieton: Okrągły rok w Ustroniu

Od roku w Ustroniu prowadzę swój lokal. Ten czas uważam za sukces – po pierwsze udało mi się utrzymać na rynku, po drugie – poznałem niezwykłych ludzi, którzy tworzą klimat tego miejsca. Dlatego mój pierwszy felieton będzie o sukcesie.

2011-02-09 08:20
Więcej

"Kolekcjonerskie dopalacze wyrazem wolności, europejskości i poszanowaniem prawa"

Wyrażam głębokie zaniepokojenie i oburzenie faktem otwarcia sklepu z tzw: " dopalaczami "pod szyldem" kolekcjonerskie pamiątki ".

2010-09-30 13:02
Więcej

Jeśli w góry to nie na Równicę

Kolejny głos w dyskusji dotyczącej ubiegłego dwudziestolecia w Ustroniu. Tym razem otrzymaliśmy list od turysty, który za największą porażkę uznał inwestycję Extreme Park na równicy. 

2010-07-15 18:19
Więcej