Od roku w Ustroniu prowadzę swój lokal. Ten czas uważam za sukces – po pierwsze udało mi się utrzymać na rynku, po drugie – poznałem niezwykłych ludzi, którzy tworzą klimat tego miejsca. Dlatego mój pierwszy felieton będzie o sukcesie.
W Ustroniu z moim pomysłem na biznes pojawiłem się ponad półtora roku temu – najpierw tylko z ogródkiem na okres letni. Udało się tutaj zostać, co zostało okupione brakiem wolnego czasu i rewolucją życiową całej mojej rodziny. Od tego czasu jestem w ciągłym rozdarciu między Ustroniem a moim domem rodzinnym (dlatego chciałbym podziękować mojej żonie i córce za miłość i wyrozumiałość– kiedy inni mają wolne, ja pracuję). Pamiętam początki – zimny czerwiec w ogródku w którym proponowałem nikomu tutaj nieznane piwo i wino z beczki nie nastrajał mnie optymistycznie. Wcześniej prowadziłem sklep z winami w małej miejscowości na Śląsku.
Co ja tu robię? Po co mi to było? Takie pytania chodziły mi po głowie przez kilka pierwszych dni. Ale potem pojawili się ludzie – ustroniacy. Turyści pojawiali się i znikali, ale to mieszkańcy Ustronia dali mi nadzieję, że ten odważny z mojej strony krok ma sens. Nie spotkałem się z żadną wrogością ze strony konkurencji, a przecież okres letni to w Ustroniu czas żniw – gastronomia musi przecież zarobić na najbliższe, słabsze miesiące. Pierwsi klienci, którzy zaczęli pojawiać się regularnie to ustrońscy tenisiści i rowerzyści – od nich wszystko się zaczęło, a po tych czterech miesiącach wiedziałem już, że chcę otworzyć w Ustroniu swój własny lokal. Sezon letni w 2009 roku się udał, ale chciałem powtórzyć ten sukces. Zawsze lubiłem wyzwania, a powtórzeniem tego sukcesu mógł być dla mnie tylko krok dalej. „You can’t always Get what you want” (Nie możesz zawsze dostać tego co chcesz) śpiewali kiedyś Rolling Stones’i. Ja uważam, że zawsze – pod warunkiem, że spróbujesz i na to zapracujesz. Otwarcie nowego lokalu w Ustroniu stało się więc moim celem, który w dodatku szybko udało się zrealizować. Dzisiaj mija dokładnie rok od otwarcia tego wymarzonego miejsca.
Sukces można osiągnąć wszędzie i nie zgadzam się, że w małym mieście jakim jest Ustroń jest to niemożliwe. Oczywiście każdy ma swoje wyznaczniki sukcesu. Dla mnie jest to fakt, że utrzymałem się na tym trudnym rynku i że poznałem ludzi, którzy tworzą klimat tego lokalu… Ostatnio ktoś mnie zapytał, dlaczego wybrałem akurat Ustroń. Dlaczego na przykład nie Wisła? Ustroń był moim miastem młodości. Bardzo często przyjeżdżałem tutaj z rodzicami do domu wczasowego Ziemowit. Moi rodzice przyjechali tutaj nawet na podróż poślubną i według ich słów właśnie tutaj zostałem poczęty. Pamiętam, że zawsze latem tata wyjeżdżał na Tydzień Kultury Beskidzkiej do Wisły a ja zostawałem na basenie w Ustroniu. Los dał mi okazję tutaj wrócić i za to jestem mu wdzięczny.
Tak sobie myślę, po tym roku spędzonym w Ustroniu, że choć Ziemia nie jest najweselszą z planet, a to co los często nam daje, nie jest tym, czego oczekujemy i się spodziewaliśmy, to należy każdego dnia włączać pozytywne myślenie i wszędzie szukać nadziei… stawiać sobie cele i realizować je z determinacją. Właśnie dzięki temu jestem dzisiaj tu gdzie jestem.
Marek Wyciślok
Życzenia dalszych sukcesów[i może troszkę większej Górnej Półki - tak, aby wszyscy fani mogli się pomieścić:)]
Panie Marku z niecierpliwością czekamy na dalsze felietony.
Jee! Górna Półka! Życzę kolejnych lat pełnych sukcesów! Tymczasem do zobaczenia w piątek!
Najnowsze felietony
Komentarz: Czy basen jest potrzebny?
Był basen, nie ma basenu. Dzisiaj to słowo klucz (a może wytrych) w niemal każdej dyskusji o Ustroniu, jego potencjale i przyszłości. I trudno się dziwić.
Czas supermarketów
Zasady wolnego rynku są bardzo proste - robi się to, co się najbardziej opłaca. A że najbardziej opłaca się handel na dużą skalę, w kolejnych miastach i miasteczkach powstają duże sklepy. Problem w tym, że wolny rynek zaczyna wyraźnie przytłaczać nasz region - pisze Andrzej Drobik w felietonie dla portalu Gazetacodzienna.pl
Felieton: Bitwa na Głosy i ... o kasę
Finał programu "Bitwa na głosy" zbliża się wielkimi krokami. Im bliżej do 7 maja, tym więcej emocji, zaczyna się prawdziwa bitwa. Piotr Kupicha, reprezentant Katowic, finał ma już w kieszeni. Jednak prawdopodobnie nie byłoby go w programie, gdyby nie układ z jednym z tabloidów. Wszak promocji nigdy za wiele, a jak jeszcze medium nie kryje, że to ich faworyt, to zaczyna się walka.
Felieton: Rok pierwszy
Za nami pierwszy rok działalności serwisu Nasz-Ustron.pl. Z tej okazji kilka słów podsumowania, troszkę faktów a przy okazji garść informacji dotyczących planów. Ale przede wszystkim – podziękowania dla czytelników: za cierpliwość, przychylność i dobre słowa.
Felieton: Szanse, ale czy na pewno równe?
Chciałbym na początku zaznaczyć, że jestem osobą młodą, mam 18 lat więc będę często pewnie poruszał tematy dotyczące młodzieży. Ale do rzeczy - ostatnio siedząc przy kawie z kilkoma znajomymi, zastanawialiśmy się nad tematem wyrównywania szans, a dokładnie rzecz biorąc nad tym, czy nie posunęliśmy się za daleko tylko po to by zaspokoić nasze sumienie.
"Kolekcjonerskie dopalacze wyrazem wolności, europejskości i poszanowaniem prawa"
Wyrażam głębokie zaniepokojenie i oburzenie faktem otwarcia sklepu z tzw: " dopalaczami "pod szyldem" kolekcjonerskie pamiątki ".
Jeśli w góry to nie na Równicę
Kolejny głos w dyskusji dotyczącej ubiegłego dwudziestolecia w Ustroniu. Tym razem otrzymaliśmy list od turysty, który za największą porażkę uznał inwestycję Extreme Park na równicy.